środa, 18 czerwca 2014

Szaro. Szaro wszędzie.

              Szczerze? Nie mam pojęcia, które to już podejście- tak, wiem jak to o mnie świadczy. Ale razem z rozpoczęciem wakacji pora drobne szaleństwa (!) . Siedzę na mojej bardzo wygodnej, rudej kanapie. Jest tak cholernie nudno, że do wyboru miałam kolejny wieczór spędzony z jakimś słabym filmem (w moim przypadku byłby to pewnie nieudany horror, bo trafienie na dobry film według mnie równa się z cudem. Wielkie gratulacje dla osoby, której udałoby się temu sprostać) albo próba stworzenia setny raz "czegoś". Nie nazwę tego blogiem, bo o sobie (jako... "blogerce"...) powiedzieć nie mogę, poza tym dopóki ilość postów na tej stronie nie przekroczy... 6? 7? Nie ma co się zbytnio unosić, tak więc... Powinnam przejść do sedna. Ten wpis w ogóle powinien zostać poświęcony przedstawieniu mojej osoby, jaka jestem, co lubię, czego oczekuję, jaki mam rodzaj cery, czy mam psa, jaki rodzaj "czegoś" to będzie. Cóż, pytania te, jakże na pewno interesujące przeciętnego człowieka (przecież każdy szary człowiek marzy o poznawaniu takich bzdet na temat drugiego, nieznajomego, szarego człowieka), pozostaną na dzień dzisiejszy tajemnicą i zagadką. 
Ale.
Może przynajmniej naprowadzę na trop: o czym będzie mniej więcej ten cały bałagan. Będzie tu pewnie wszystko. Okej, idźmy dalej. Ale ze mnie niesłowna bestia. W wielu sprawach mam słomiany zapał. Raz wymyślę, że będę gotować, drugi raz, że jednak podszkole swoje rysowanie. Dlatego właśnie tematyka tego nie jest określona... Przepraszam z góry za to. Jeszcze nie wiem kogo, bo nie sądzę, aby ktokolwiek teraz to czytał, ale jednak. 
Cóż. Dodam jeszcze, że jest godzina 22:34 a ja mam ochotę wyskoczyć przez okno zacząć się wydzierać i jak małpa skakać po dworze. Rozpiera mnie ogromna energia (dafaq) nie wiem dlaczego i o co chodzi. To trochę denerwujące. 
Chyba się położe... 
A może to przez tą kawę. 
Hm. 
Tak. 
Idę spać.