Śmiesznie się złożyło, akurat dzisiaj minęło pół roku od mojego ostatniego wpisu. Chyba biegnę po szampana żeby to uczcić.
Czytając go po tych 6 miesiącach czuję się zażenowana. Próbowałabym się jakoś marnie usprawiedliwiać, ale wydaję mi się ze to raczej bez sensu. Ciągle mam wrażenie (pół roku też miałam), że jestem już taka mądra i taka rozwinięta jak na 18 lat i ciągle łapię się na tym, że nie można przecież jasno określić czy jest się już wystarczająco dojrzałym. To chyba przychodzi z czasem i myślę, że raczej dociera to do nas niepodświadomie, kiedy już znamy większość popełnionych przez nas błędów, spełniamy się a nie ciągle marzymy i może staramy się nie żałować życia. Z drugiej strony nie wiem czy wywody 18nastolatki na temat "kwintesencji życia" mają jakieś znaczenie dla kogokolwiek. Przyznam, że niewiele jeszcze przeszłam, przynajmniej według mnie i oceniając po ostatnim poście śmiało przyznaję, że to dopiero początek tego wszystkiego.
Teraz piszę sobie to wszystko z błogą świadomością 99,9% świata ma mnie i tego pseudobloga tak naprawdę w dupie i nie przeczyta tego posta albo ewentualnie skończy na samym jego tytule. Nic w tym strasznego sama tak robię. Zdaję sobie sprawę, że w ten sposób powstaje jeden wielki i nieograniczony zbiór wszystkiego. Ale czym jest internet jak nie śmietnikiem wszystkiego co możliwe.
To byłoby tyle na wstępie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz